O żartach i kontekstach

Aby zrozumieć poniższy tekst, należy biegle posługiwać się znajomością terminów: żart (także: angielski), sarkazm, ironia oraz umiejętnością interpretacji tekstu bez podpowiedzi w postaci emotikon (tj. średnik, dwukropek, nawias spod 9 i 0, gwiazdka spod 8 itd.). Opcjonalnie napój z jakąś zawartością alkoholu też może pomóc, ale też odwrotnie – może zaszkodzić.

Do papierowego Magazynu INTERNET pisałam w latach 2006-2008. Krystian Grzenkowicz, najfajniejszy naczelny, z jakim miałam do czynienia, bronił jak niepodległości (w rozumieniu naszych dziadków) braku emotikon w tekstach.

W tamtych czasach przemycenie, choć jednego średnika i nawiasu spod klawisza 0, graniczyło z cudem i musiało mieć solidne uzasadnienie. Dziś papier znosi wszystko, a strony internetowe jeszcze więcej. W sumie dlatego czytasz teraz ten wpis.

Przenieśmy się w czasie. Wyobraź sobie, że kiedyś nie było emotikon i to, czy autor książki (dodajmy – papierowej) żartował, należało wywnioskować z kontekstu. Wydaje się, że dziś taka umiejętność interpretacji już nie istnieje.

Jeśli pomyśleć nad emotikonami, to nie mają one żadnego sensu. Albo podpowiadają, jak masz myśleć, albo wprowadzają zamieszanie i już nic z tego nie rozumiesz. Bo czy widzieliście kiedykolwiek kogoś, kto po każdym zdaniu wypowiedzianym w świecie realnym robi tak: emot

M-Kabzińscy. Od kilku pokoleń wszyscy w rodzinie Kabzińskich (Ci od księgarni Godi.pl) mają imiona tylko na literę M. Z zewnątrz możne wyglądać to na jakąś jednostkę chorobową, ale jeśli tylko wiesz, że to przywiązanie do tradycji oraz coś jeszcze, o czym nie wiesz, nabiera to innego charakteru.

Rodzina Fadimanów. Z książki Ex libris. Wyznania czytelnika (szczególnie z eseju pt. „Wstaw spację”) można dowiedzieć się, że rodzina autorki (życiowo i zawodowo związana z pisaniem) nałogowo śledzi literówki i błędy językowe z rożnego typu tekstów – napisów informacyjnych, menu w restauracji, książek, artykułów itp.

Mateusz Grzesiak. Jeśli ktokolwiek oglądał jego szkolenia, może być zaskoczony (czy wręcz zdegustowany) słownictwem czy stylem prowadzenia. Wystarczy przeczytać książkę „Wyjątkowy nauczyciel” i obejrzeć więcej niż jedno nagranie, aby wyłapać specyfikę, kontekst i uzasadnienie stylu pracy (i poczucia humoru) tego człowieka.

Angielska specyfika żartu

„Anglik zapytany na dworcu: „Czy to jest pociąg do Manchesteru?”, zamiast po prostu udzielić odpowiedzi twierdzącej, odpowie raczej odruchowo: „Jeśli nie jest, to mam poważne kłopoty”. (źródło)

Na podobne pytanie, mieszkaniec Torunia odpowie: „Jo” (proszę nie mylić tego z hip-hopowym: Joł). I to akurat nie będzie żart.

Brytyjski aktor Daniel Craig na informację, że miałby zagrać Noela Gallaghera, miał odpowiedzieć tak: „To zabawne, Noel musiał być w świetnym nastroju, kiedy powiedział coś takiego. Niestety ja gram na gitarze znacznie lepiej, niż on, więc nie wiem, czy potrafiłbym go udawać.” (źródło)

Moja rodzina jest specyficzna pod kątem poczucia humoru. Nasza komunikacja jest przezabawna. Często jednak moi rozmówcy spoza rodziny sięgają do Miejskiego, choć częściej sięgam tam ja i po fakcie pokazuję im jakby dla swojego usprawiedliwienia.

Kiedy ludzie są razem również komunikują się w specyficzny dla siebie sposób, który przez osoby z zewnątrz może być różnie odbierany. Wynika to z faktu, że całość sprowadza się do nadawania znaczenia określonym zachowaniom i słowom.

Jeśli więc umówicie się, że pewne słowo na literę „K” będzie brzydkie, to takie będzie. I tak też jest, bo nasi przodkowie kiedyś się tak społecznie umówili. Jeśli jednak umówicie się, że będzie to przecinek albo komplement – to niech i tak dla Was będzie. Jednak lepiej z tym nie wychodzić do ludzi, bo oni będą tkwili w ogólnych umowach społecznych, nie znając Waszej.

Aktualnie mamy do czynienia z sytuacją, gdy pewne słowo na „K” jest traktowane w pewnych grupach społecznych jako przecinek, ale jak mniemam ta grupa nie ustaliła wspólnie, że nada mu takie właśnie znaczenie. Albo ja o czymś nie wiem.

O ile w gronie osób bliskich, znaczenia nadane słowom są znane, o tyle klient na niemal 100% procent jest spoza tego kontekstu. I na to zawsze i wszędzie trzeba uważać, choć czasami bywa to trudne, zwłaszcza gdy Twoje poczucie humoru, wyobraźnia i żarty wyprzedzają instynkt zwany samoograniczeniem społecznym.

Czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się rzucić żartem do znajomego w obecności większej grupy i ludzie spojrzeli na Ciebie jak na idiotę? Witam w klubie. Czasami mam nawet wrażenie, że nikt, poza: Tomkiem, najbliższą rodziną oraz Anią (prawie jako rodzina), nie rozumie, że to, co powiedziałam, to był żart.

I kiedy zaczniesz rozważać nad tym, co rodzina mówiła na ostatnich imieninach u babci, siedząc przy stole, nagle okazuje się, że to bardzo dziwna rodzina, bo 70% rozmów to były żarty jasne tylko i wyłącznie dla niej.

Niestety zdarza się też tak, że nawet bliska osoba nie rozpozna Twojego żartu jako żart. Tę sytuację należy uznać pewnie za porażkę odbiorcy (bo przecież nigdy jako słaby żart z Twojej strony…).

Ten wpis, stosownie do podejmowanej tematyki, ma właśnie taki a nie inny charakter. Bo i słońce ostatnio mocniej świeci.

2 myśli nt. „O żartach i kontekstach

  1. peyto

    „Aktualnie mamy do czynienia z sytuacją, gdy słowo na “K” jest traktowane w pewnych grupach społecznych jako przecinek, ale jak mniemam ta grupa nie ustaliła wspólnie, że nada mu takie właśnie znaczenie. Albo ja o czymś nie wiem.”
    I to jest dobry żart.

    Poza tym emotikony można traktować jako „śmiech widowni”, tak często (zawsze?) podkładany w amerykańskich serialach komediowych i ich odpowiednikach realizowanych w Polsce. Dzięki nim skretyniały widz wie, że to właśnie to ostatnie zdanie było śmieszne.
    Dlaczego tak trudno znaleźć serial komediowy, w którym wybranie momentu na śmiech pozostawia się inteligencji i poczuciu humoru widza? (vide:”Ranczo”)

    Odpowiedz
    1. Łukasz Ostrowski

      Zgadzam się z przed mówcą. Decydowanie o tym kiedy mamy się śmiać poprzez włączenie widowni wielkim neonem „Smiać się” powoduje u mnie reakcje zastanowienia się, jaką posiada moc osoba, który takowy neon włącza. Panuje nad tłumem.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *