Jak pokochać Krzysztofa?

Prosty sposób na skuteczne skrócenie dystansu między pracownikiem firmy a klientem.

Ja i kilku znajomych prenumerujemy newsletter tzw. Krzyśka. Krzysiek fajnie pisze i do tego podpisuje się zawsze jako „Krzysiek”, dodając dalej swoje nazwisko.

Po zapisaniu się na newsletter Krzysiek wysyła z automatu informacje o sobie i swoich wizjach na temat. Dzięki temu od początku buduje poczucie wspólnoty i bliskości, zgrabnie łącząc to wszystko z tematem, którym wspólnie się interesujemy.

Kiedy Krzysiek wyśle newsletter, zwykle komunikujemy sobie ze znajomymi nawzajem: „Krzysiek wysłał newsletter, czytałeś?”. Z jednym ze znajomych złapaliśmy się na tym samym, zgodnym stwierdzeniu: gdyby Krzysiek podpisywał się jako „Krzysztof”, to nie byłby tym samym fajnym gościem. Bo „Krzysztof” brzmi tak oficjalnie i poważnie, tymczasem on jest młody, a podejmowana tematyka skierowana jest do ludzi młodych (wiekiem, czasami też duchem), otwartych na świat i innych ludzi.

Inaczej mówiąc w tym przypadku Krzysiek jest idealnym skracaniem dystansu, co – jak się domyślam – przekłada się też na komercyjną skuteczność tj. usługi Krzyśka.

Jeśli chcesz, aby ludzie pokochali Krzysztofa, który do nich pisze na interesujący ich temat, użyj zdrobnienia imienia.

Wdzięczne imiona do zdrobnień to także np. Bartłomiej (Bartek), Cezary (Czarek), Jakub (Kuba) itp. Z kobiecych najzgrabniejsze to Anna, które aż prosi się, żeby stosować zwrot „Pani Aniu”. Jeśli klient tak zwróci się do pracownika sklepu, to można wnioskować, że lubi go i skraca dystans.

Nie każde imię jest wdzięczne. Tadeusz jako Tadek/Tadziu/Tadzio już lekko trąci. 🙂

Przy tej okazji pojawia się wątpliwość czy wypada obsłudze używać zdrobnienie swojego imienia kontakcie z klientem. Wypada. Chyba że tematyka sklepu i/lub klient jest „wiekowy” – wtedy lepiej zostać przy formalnym brzmieniu imienia. Trudno też wyobrazić sobie ludzi zawodowo „pod krawatem” typu prawnik, którzy będą podpisywał się w mailach zdrobnieniem imienia.

Podobną strategię ocieplania poprzez zdrobnienie swojego imienia stosuje rzecznik Poczty Polskiej Zbigniew Baranowski. W sytuacjach, które można uznać za poważne i oficjalne, występuje jako Zbigniew, a w tych mniej oficjalnych (czyli takich, gdzie zależy mu na postrzeganiu ich jako mniej oficjalne np. kontakty z Internautami), pojawia się jako Zbyszek.

8 myśli nt. „Jak pokochać Krzysztofa?

  1. Wojciech Bogacz

    Wcześniej uważałem, że takie zdrobnienie nie zawsze jest na miejscu – ale po Twoim wpisie Patrycjo z pewnością zacznę z tego korzystać.

    Zresztą „Wojciech” brzmi dość oficjalnie, a jak będzie „Wojtek” to od razu inaczej – na mnie to działa – jak ktoś zwraca się „Panie Wojtku” nawet jak pierwszy raz ze mną rozmawia to od razu czuję, że będzie milej niż by to normalnie można oczekiwać.

    Niektórzy jednak mają „ciężkie” imiona – np. Karolina czy Natalia – w zasadzie bardzo mi się podobają, ale jak brzmi forma zdrobniała ? Szkoda sobie głowę zawracać…

    Jeszcze ciekawiej jest z umieniem Maria – nie wypada chyba mówić „Marysiu”… zresztą moja znajoma powiedziała, że żadnych „marysiek” nie chce słyszeć 😉

    No i jak zwykle wyszło z krótkiego komentarza dłuższy – chyba potrzebowałem się wyżyć na klawiaturze…

    Odpowiedz
  2. Michał Czuba

    @Wojciech Bogacz – odnośnie imienia „Natalia” zdrobnienie „Natalka” nie brzmi jeszcze tak źle ;).

    No ale cóż, nie każdy może pochwalić się takim imieniem, które łatwo zdrobnić. Bo przecież nie podpiszę się w mailu do Klienta ‚Michałek’ lub ‚Michaś’ ;). Zdrobnić się da… ale bez przegięć ;).

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *