Porównywarki po mojemu

Ostatnio w blogosferze tzw. e-biznesowej, pojawiły się wpisy na temat porównywarek. Jako że nie lubię robić wpisów typu news z newsa, to postaram się tylko uzupełnić o własną opinię.

Mój stosunek do porównywarek jest mało optymistyczny. Otóż nie uważam, aby model walki cenowej służył biznesowi w takim ujęciu, jaki ja uważam za najlepszy.

Mnie osobiście interesuje biznes nastawiony na jakość obsługi klienta i dobry towar wraz z natychmiastową dostępnością. W konsekwencji przekłada się to na prestiż, markę i lojalność. W duży uproszczeniu całego procesu, rzecz jasna.

W związku z tym z satysfakcją (wiem, to nieładnie) patrzę na upadające sklepy, które obniżały marżę, aby mieć konkurencyjną ofertę. Tylko że, jak wspominałam przy okazji wpisu o Naszej Klasie, ludzie chcieliby, aby wszyscy wszystko rozdawali za darmo. Dlatego też sklep z marżą 0,05% 😉 i tak będzie droższy, bo zawsze ktoś będzie tańszy (marża 0,005% ;)). Dokładnie tak samo w życiu – zawsze będzie ktoś piękniejszy, wyższy, mądrzejszy, bogatszy itp.

Więc zamiast bawić się w taką dziecinadę, która do niczego nie prowadzi, lepiej zmienić założenia biznesowe.

W mojej ocenie porównywarki należy traktować – jeśli już – to tylko i wyłącznie jako źródło pokazania się (tzn. swojego logo). I nic więcej. Jakakolwiek walka cenowa nie ma żadnego sensu, bo nie buduje lojalności. Do takich wniosków już dawno doszły np. dzienniki, które w – czasami żenującej – wojnie na dodatki walczyły o zyski tu i teraz, a nie o stabilny, stały wzrost, prestiż, autorytet i lojalność Czytelnika.

Porównywarki to taki hipermarket dla emerytów tzn. przychodzą tam ludzie, dla których kupienie produktu za złotówkę taniej jest ważniejsze niż bezpieczeństwo, dostępność towaru, sprawdzony personel, profesjonalne doradztwo itp.

Na drugim biegunie mamy np. market Piotr i Paweł, który ma wyższe ceny, ale kupuje się w nim niezwykle przyjemnie, bezpiecznie, z kulturalną obsługą, w towarzystwie w miarę kulturalnych ludzi wokół. I wiecie co? W Piotrze i Pawle zawsze jest dużo ludzi.

Patrycja Kierzkowska

8 myśli nt. „Porównywarki po mojemu

  1. ruiz

    Jest jakaś korelacja między kulturalną obsługą i kulturalną klientelą w Piotrze i Pawle czy kulturalna klientela bierze się z wyższych cen? Just curious.

    Odpowiedz
  2. Pingback: ruiz wrzucił link na Flakera | flaker.pl

  3. Wojciech Bogacz

    Moje wnioski odnośnie porównywarek cen są podobne – chociaż tutaj głównie z punktu widzenia sprzedawcy. Ani z tego pożytku w sensie zysku ani ruchu na stronie a fakturę trzeba opłacić.

    Tutaj jedynie pozostaje kwestia pokazania się i tyle. Nie zamierzam walczyć cenowo bo to nie ma sensu. Są inne sposoby.

    Odpowiedz
  4. shrew Autor wpisu

    @ruiz, w mojej ocenie jedno i drugie, choć należałoby ustalić początek. W mojej ocenie początkiem nie były wyższe ceny, ale zaproponowany wyższy standard obsługi, towaru czy samego wyglądu sklepu, dzięki któremu można ustalić wyższe ceny.

    Jeśli byłoby odwrotnie (tzn. wysoka cena, jakość taka, jak wszędzie), to klient poszedłby tam, gdzie taniej, bo jeśli nie widać różnicy, to po co przepłacać? Dlatego właśnie skorzysta z porównywarki.

    Dlaczego ma kupować drożej w sklepie, gdzie obsługa pracuje jak za karę (tj. za głodowe pensje, bo sklep ma głodową marżę), na półkach stoją zakurzone opakowania, nikt nic nie wie, nikogo nic nie obchodzi itp., skoro w tanim sklepie jest dokładnie tak samo?

    Odpowiedz
  5. gshegosh

    A ja korzystam z porównywarek, by znaleźć najtańszy ze sklepów którym ufam 🙂 Nie wybieram najtańszej oferty w ogóle, ale najtańszą spośród tych, które pochodzą z ofert sklepów które znam i lubię 😉

    Odpowiedz
  6. Aleksander Ślązak

    Witam, zgadzam się, marże w Internecie są śmieszne a koszty już mniej.
    Ludzie korzystają z wyszukiwarek produktów, bo jest wygodniej – porównywanie ofert jest czymś normalnym w procesie zakupowym, a tu po prostu łatwiejszym.

    Rozumiem, że stan rzeczy gdy konkurencja jest tańsza może irytować… ale to nie wina porównywarek – zawsze znajdzie się ktoś tańszy jednak widzimy to dopiero właśnie w porównywarce. Nikt przecież nie siedzi cały dzień i nie przegląda tysięcy przedmiotów w konkurencyjnym sklepie, a w porównywarce się zdarza popatrzeć…

    Póki konwersja na założone cele jest rentowna to można płacić… nawet nie patrząc na „promocje” konkurentów. Ot dodatkowe źródło upragnionych UU 🙂

    Myślę, że bardziej irytująca jest licytacja na Adwords… tu czasem aż człowieka ponosi!
    Pozdrawiam
    AS

    Odpowiedz
  7. Nat

    Słyszałam kiedyś opinię, że porównywarki cenowe tak naprawdę nie służą niczemu innemu jak badaniu strategii cenowych konkurencji. Zakładając taką stronę mamy informacje o ogromnej liczbie sklepów, wiemy co i za ile sprzedają dzięku czemu możemy dopasować w odpowiedni sposob nasze cenowe i asortymentowe podejście. Wydaje mi sie poza tym, że większość ludzi nie działa ekonomicznie i nie korzysta z porównywarek. Należą do nich albo osoby, które po prostu znajdują coś co ich interesuje w sieci i bez większego zastanowienia to kupują, (może z wygody, może z braku czasu…nie wiem), albo tacy, którzy są przyzwyczajeni do jakiegoś sklepu i lubią w nim kupować niezależnie od cen (oczywiście w granicach rozsądku)z jakimi się w nim spotykają. Mam w każdym razie nadzieję, że ten drugi wariant będzie występował częściej.

    Odpowiedz
  8. Karolina

    Osobiście wolę robić zakupy w sprawdzonym sklepie, co do którego mam pewność, że zostanę obsłużona jak należy, a zakup zostanie mi dostarczony w odpowiednim terminie. Nawet w sytuacji, gdy cena produktu jest wyższa niż w innym sklepie.

    Dwa razy kupiłam produkt w innym sklepie bo różnica w cenie była znaczna. Towar otrzymałam po miesiącu, nikt nie potrafił odpowiedzieć mi, co się z nim dzieje. Kiedy już do mnie dotarł – okazało się, że nie jest sprawny, więc musiałam go odesłać i czekać na wymianę lub zwrot pieniędzy.

    Próba zaoszczędzenia skończyła się tym, że tę cenową różnicę (a nawet więcej) wydałam na rachunek telefoniczny, a do tego miałam mocno zszargane nerwy.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *