Odsyłaj klienta do konkurencji, a klient wróci… do Ciebie :)

Wiele osób zastanawia się czy można odesłać klienta do konkurencji. Ja uważam, ze można i więcej na tym zyskamy niż jakbyśmy go u siebie obsłużyli. Poważnie! Dzisiaj o tym opowiem. Hurrrra – wszyscy się cieszą 😉

Cóż… w Polsce nadal panuje opinia, że odesłanie klienta do konkurencji to samobójstwo. Po pierwsze dlatego, że tamci zarobią, a po drugie dlatego, że klient pomyśli, że jesteśmy słabi, bo nie mamy tego, co on chce.

Na zachodzie od lat panuje – słuszne – przekonanie, że jeśli klientowi pomożemy to on wróci do nas, bo wie, że jest dla nas ważny. Tak ważny, że odsyłamy go do konkurencji, kiedy sami nie możemy spełnić jego życzenia.

Dlaczego do nas wróci? To bardzo proste – bo mu pomogliśmy. Zamiast powiedzieć: „Nie ma, następny proszę” okazaliśmy zainteresowanie jego sprawą. Jego potrzeba jest dla nas tak ważna, że pozwalamy zarobić konkurencji. W Polsce to nadal budzi zdziwienie.

Klika razy w Mentis.pl zdarzyło mi się odsyłać ludzi do miejsc, w których wiem, że zostaną dobrze obsłużeni i mam pewność, że posiadają towar, o który prosi klient.

Zostawiając klienta samego sobie dajemy właśnie dowód swojego małego zainteresowania jego losami i tylko utwierdzamy go w przekonaniu, że dla pieniędzy to damy się pokroić, a jak nie zarobimy to już nic nas nie obchodzi.

Chciałbym stronę www…

Ostatnio kolejny Pan napisał do mnie, że chciałby zrobić sobie stronę www, ale nie wie, co i jak. My takich usług nie wykonujemy, ale mój kolega z redakcji owszem. Znam go od lat, wiem, jaki jest solidny i jaki poziom obsługi klienta zapewnia jego firma www.Vbiz.pl. Vbiz.pl zajmuje się stronami kompleksowo, od A do Zet czyli strony, CMS, serwery, domeny itp.

Hurrra, pomogli mi

Klient jest uradowany, bo mu pomogłam i ma wymarzoną stronę. Paweł ma powód, żeby zatrudniać kolejnych projektantów, usabilitowców i administratorów, bo zamówień ciągle przybywa. Ja jestem zadowolona, bo klient jest zadowolony. I wiem, że cokolwiek się stanie, będę pierwszą osobą, do której ten Pan zwróci się o pomoc – bez względu na to czy chce książkę, ebook, nadruk na CD czy części do komputera.

Pani Ewa szuka książki

Zwykle wszystko wygląda tak samo. Klient pisze, że szuka jakiejś książki, a my jej nie mamy na stronie i czy da radę coś zrobić. Opiszę sprawę sprzed kilku dni.

Sprawdzam czy jest w ogóle w bazie, bo często jest tak, ze na stronie nie wyświetli się dziś, a dopiero jutro, bo przecież baza jest podłączona do bazy dystrybutorów. Nie ma w bazie.

Sprawdzam ręcznie czy nie ma u dystrybutorów w bazie, ale już bezpośrednio na ich stronach. Chodzi o to, że aktualizacja książek w katalogu nie odbywa się co sekundę więc może zdarzyć się tak, że my nie mamy książki jeszcze w bazie, ale będzie za godzinę. Nie ma.

Sprawdzam w innych, zaufanych sklepach, bo przecież nie mogę polecić kupna w sklepie, którego zupełnie nie znam. Czasami zdarza się, że inny sklep ma na magazynie książkę, której my już nie mamy i nie ma jej np. u dystrybutora.

Do tego sprawdzam na aukcjach internetowych. Owszem prościej jest użyć tzw. porównywarek cen, ale przecież tam nie ma wszystkich sklepów, które znam z solidności, a szukanie aukcji jakoś niezbyt dobrze wychodzą tym porównywarkom (jeśli już mają taką opcję).

No więc sprawdzam w innych sklepach. Tu nie ma, tu nie ma. O tu mają. O to zapytam Krzycha czy mają na pewno na magazynie, żeby nie okazało się, że mają, a nie mają, bo coś tam.

Aukcje. O jest. Sprawdzam ceny i sprzedawców. W tym akurat mam wprawę.

Dostaję odpowiedź od znajomego, ze osobiście trzyma książkę w ręku i mają kilka sztuk jeszcze na magazynie.

Efekt końcowy

Pani Ewo,

Przekopałam internet i uruchomiłam znajomości. Książka „AAA”, o którą Pani pytała jest dostępna w księgarni XYZ, a dokładniej tutaj:

Link

Tam pracuje mój znajomy Krzysiek więc w razie czego proszę śmiało powołać się na mnie.

Sprawdziłam też aukcje internetowe. Jest kilku sprzedawców, którzy oferują ten tytuł.

1) Link
Sprzedawca nie wygląda wiarygodnie, a książka jest dość zniszczona.

2) Link
Sprzedawca ma status „Super Sprzedawca” i na co dzień, jak wynika z jego karty, prowadzi księgarnię internetową ABC. Akurat u niego kupowałam kilka razy książki, których nie mamy u siebie więc mogę spokojnie rekomendować.

3) Link
Ten sprzedawca ma w miarę tanio, wygląda wiarygodnie, ale książka jest używana.

Reasumując. Najtaniej po doliczeniu kosztów przesyłki wychodzi w księgarni XYZ. To solidna firma także mogę Pani z czystym sumienie polecić. Szkoda, że my nie mamy tej książki na magazynie, ale zapraszam w przyszłości do nas ponownie 🙂

Jeśli będzie miała Pani pytania, służę zawsze pomocą 🙂

Pozdrawiam,
Patrycja Kierzkowska
e-mail + nr GG

Obliczam koszty swojej pracy

Żeby było prościej to wypunktowałam. Nie robimy takich zestawień w księgarniach. Poniższa lista powstała na potrzeby lepszego wyjaśnienia zagadnienia.

status klienta: nowy, dopiero zarejestrowany

kupował: jeszcze nie

chciał kupić: tak, ale nie mieliśmy towaru

udzielono pomocy: tak

czas udzielonej pomocy: maksymalnie 15 minut

efekt: klient kupił w księgarni XYZ

zadowolenie udzielającego pomocy: typowe dla pedagoga 🙂

zadowolenie klienta: bezcenne 🙂

klient wrócił: tak

następne zamówienie: tak, za 617.50 zł, wysłane kurierem

Wnioski

Owszem ktoś mi może powie, że nie każdy wróci albo, że nie jest wart. Każdy klient jest warto naszego czasu i wysiłku. Dlaczego? O tym w następnym odcinku telenoweli „Tako rzecze Shrew”.

7 myśli nt. „Odsyłaj klienta do konkurencji, a klient wróci… do Ciebie :)

  1. msierant

    Dlaczego klient jest wart czasu i wysiłku to chyba oczywiste 😉

    Chyba nie tylko ja wolę robić zakupy w miejscu gdzie naprawdę mi doradzą, a nie odpiszą „Drogi Kliencie nr 15689, niestety nie mamy w magazynie interesującej Cię książki” 😉

    Odpowiedz
  2. PaneQ

    No ale ja myślałem, że to wszystko jest oczywiste i od dawana wiadome a takich banałów nie trzeba ludziom tłumaczyć. Widocznie jednak skoro o tym wspominasz, to znaczy, że nie wszyscy o tym wiedzą.

    Odpowiedz
  3. shrew Autor wpisu

    Tak, wszystko jest proste i oczywiste, ale pytanie dlaczego nikt tego nie stosuje? Ciągle kupuję w sklepach internetowych i nie widzę żadnych zmian w obsłudze klienta. Żadnych. O obsłudze już pisałam.

    Tym razem zajęłam się też obsługą, ale w kontekście faktu, że nie mam towaru dla klienta.

    Czy ktokolwiek z Was został kiedyś odesłany do konkurencji (w podobny sposób, co opisałam), kiedy dana firma nie mogła sprostać Waszemu zleceniu? Bo ja nie…

    O to chodziło w tej notce 🙂

    Odpowiedz
  4. Piotr Lewandowski

    Takie podejście (odsyłanie klienta do konkurencji) to norma na zachodzie… U nas ciągle jeszcze biznes to dziedzina sportowa polegająca na ściganiu się… Brak jest dziś etosu prowadzenia biznesu… Łatwiej jest przecież postępować nieetycznie, prawda?

    Niemcy na przykład wolą używać słowa współzawodnik, zawodnik (Wettbewerber) a nie konkurent (Mitbewerber), bo słowo konkurent ma znaczenie pejoratywne… Ja też należę do ludzi, którzy traktują prowadzenie biznesu jako partnerstwo a nie jako wyścig szczurów – szkoda, że to co powinno być normą uchodzi dzisiaj za margines…

    Odpowiedz
  5. Tomek

    Interesująca historia z tym klientem co zrobił zamówienie za ponad 600zł.

    Osobiście jeszcze nigdy nie próbowałem „pracować” dla klienta za darmo i szukać spełnienia jego potrzeb u konkurencji.

    Trzeba wypróbować!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *